poniedziałek, 7 października 2013

BARDZO SŁABY WARSAW FASHION WEEKEND – RELACJA



Właśnie zakończyła się kolejna edycja imprezy reklamowanej przez organizatorów jako najmodniejszy weekend w Polsce. W dniach 4-6 października w hali Expo XXI w Warszawie polsko – szwajcarscy projektanci zaprezentowali publiczności swój punkt widzenia na to co modne. W tygodniu opiszemy to co się działo na wybiegu wraz z naszymi komentarzami i opiniami, a dzisiaj tytułem wstępu opis tego co działo się dookoła. 

Zacznijmy od spraw organizacyjnych. Jak zawsze dla tej lokalizacji bez względu na rodzaj targów koszmarem jest dojazd i niemożność zaparkowania samochodu. To samo w sobie zniechęca część osób chcących odwiedzić imprezę, szczególnie, że komunikacja publiczna nie jest w okolicy sprzyjającą alternatywą. Za skandaliczne można uznać zaniedbanie organizatorów w zakresie zabezpieczenia targów w gotówkę. Już w piątkowy wieczór bankomat obsługujący teren expo wyczerpał swoje zasoby i już do końca weekendu nie został uzupełniony, przez co wielu potencjalnych klientów strefy zakupowej zostało zmuszonych do rezygnacji z zakupów, co bezpośrednio uderzyło w kieszenie wystawców. W mediach patronackich nie przebiła się informacja (celowo, czy nie – trudno ocenić), o tym że w sobotę i niedzielę strefa zakupów nie jest biletowana, co z pewnością miało wpływ na słabą frekwencję.

O tym, że ilość odwiedzających była mizerna świadczą chociażby pokazy. W sobotę i niedzielę problemem było zapełnienie miejsc siedzących podczas pokazów, przez co organizator sięgał po pomoc wolontariuszy, który łatali dziury. Próżno też było szukać kolejek chętnych do oglądania pokazów, co miało miejsce na poprzednich edycjach. Stąd wiele pustych miejsc wcześniej rezerwowanych na szybko przed pokazem było zapełnianych przypadkowymi osobami. Wyjątkiem był pokaz Muses, gdzie organizator pokazał miejsce w szeregu chętnym obejrzeć fantazje  tekstylne Nataszy Urbańskiej, trzymając wszystkich bez informacji prawie 20 minut przed wejściem i opóźniając pokaz o kolejne 15 minut.  



.

Największą gwiazdą Warsaw Fashion Weekend była Natasza Urbańska. Na foto oblegana przez fotoreporterów przed pokazem Violi Śpiechowicz.



Bardzo znaczącą grupę odwiedzających Warsaw Fashion Weekend stanowili przerysowani i zmanierowani nastolatkowie, których trzecia część postanowiła wyróżnić się biżuterią wystającą z nosa zakończoną dwoma kulkami, rzadziej zaokrągloną w całości. Wyglądało to dość komicznie i sztucznie, zważywszy na to, że ulica nie odzwierciedla takiego trendu. Młodzież wydawała się być całkowicie oddana sobie, w zasadzie zainteresowanie ofertą wystawców skupiało się na stoisku StaffbyMaff, gdzie oprócz zakupów modne było branie ubrań do przymierzalni i tam lub przed nią robienie zdjęć, które później świetnie sprawdzą się na blogu lub innym profilu. 

Słaba frekwencja, która raziła po oczach w trakcie pokazów odbiła się też na strefie zakupów. Wystawcy swoje niezadowolenie wyrazili dość dosadnie, już wczesnym niedzielnym popołudniem opuszczając stoiska. Nawet tak promowane stoisko Łukasza Jemioła zakończyło swoją działalność wcześniej, nie dając się poznać gościom dwóch ostatnich pokazów. Brakowało zdecydowanie ludzi tak po prostu zainteresowanych modą. Być może wynikało to ze słabej promocji imprezy, kiepsko skomunikowanego miejsca (choć przy wielu innych targach to nie przeszkadza) lub po prostu słabego doboru wystawców, którzy dla bywalców wszelkiego rodzaju targów modowych są już nudni, powtarzalni. Osobiście odwiedzamy bardzo dużo takich imprez i przyznać trzeba, że od długiego już czasu dominująca oferta to wszelkiego rodzaju szare bawełniaki i żaden z młodych projektantów nie ma odwagi wybić się z tego oklepanego już trendu. Jest po prostu smutno i szaro i aż prosi się o coś łamiącego ten schemat. Niestety pokazy projektantów z Polski, którzy zasłużyli sobie na wybieg nie wróżą szybkiej zmiany, ale o tym już w szczegółowej relacji z poszczególnych dni targów. 

Podsumowując podsumowanie nie była to udana edycja Warsaw Fashion Weekend. Można się wręcz pokusić, że klapa. Dobór pokazów i nazwisk słaby (jedna Viola nie ratuje tego wrażenia), co przełożyło się na kolekcje raczej odtwórcze niż kreatywne. Słabe wykorzystanie partnera ze Szwajcarii, bo mimo że kraj ten nie jest kojarzony z wielką modą, można było zaobserwować próbę przełamania standardu i klasyki w ciekawych projektach. Jakoś mało tego jednak było. O miernocie w ofercie pokazów świadczyć może fakt, że gwiazdą dnia i kończącym trzydniową imprezę był projekt współtworzony przez Urbańską, który w zestawieniu z kończącym wiosenną edycję show Natashy Pavluchenko był słabą próbą zrobienia dobrego wrażenia do dość przeciętnej kolekcji.

Nam się nie podobały te trzy dni.
Wioletta i Marcin

5 komentarzy:

  1. Dobry artykuł!
    Ja również byłam Gościem WFW i jestem mocno zawiedziona.
    O swoich spostrzeżeniach na temat organizatorskiej strony eventu piszę także na blogu www.inanyevent.pl

    Zajrzyjcie czasem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajrzeliśmy ;-) Dziękujemy i w pełni zgadzamy się z tym co piszesz. Serdeczności !

    OdpowiedzUsuń
  3. Strasznie rozpaczałam, że z moim wielkim brzuszkiem nie mogę się tam pojawić, a tu się okazuje, że niewiele straciłam... Małolaty, o których wspominacie, popisały się przed kamerami TVN swoją "znajomością" rynku :) Żal.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nic nie straciłaś, a my z brzuszkiem też, ale jeszcze nie wielkim, na razie dużym ;-)

    OdpowiedzUsuń